Na początku działalności FinGames prawie każdy pytał mnie o to samo:
„A w co grasz?”
Nigdy nie kłamałem.
Nie jestem graczem. I raczej już nim nie będę.
No dobra.
W Baldur’s Gate 3 przegrałem prawie 200 godzin i ani jednej nie żałuję. Czasem wracam też do Heroesów.
Ale poza tym? Niewiele.
Kiedyś żartowałem, że gdybym miał czas grać w gry, to nie miałbym czasu na inwestowanie w nie.
Prawda jest trochę inna.
Po prostu nigdy nie miałem z tego funu.
Komputer dostałem późno.
I do tego kiepski.
Nawet demka z płyt dodawanych do CD-Action nie zawsze chciały na nim działać.
Poza tym trenowałem piłkę nożną właściwie zawsze, kiedy tylko mogłem. A kiedy miałem wolną chwilę, wolałem książki.
Fantasy.
Science fiction.
I chyba tak już zostało.
Nie mam tego odruchu, że po ciężkim dniu odpalam grę na dwie godziny.
Prędzej otworzę książkę.
Najśmieszniejsze jest to, że inwestuję w gry.
I wszyscy zakładają, że granie musi być najfajniejszą częścią mojej pracy.
Nie jest.
Szczerze?
Jeżeli muszę zagrać w grę, w którą potencjalnie mamy zainwestować, to często wręcz nie lubię tego robić.
Robię to, bo muszę.
I robię to z szacunku do twórców.
Ktoś poświęcił dwa, trzy albo pięć lat życia na stworzenie projektu. Jeżeli mam zdecydować, czy damy mu wymarzony milion złoty, wypada przynajmniej samemu sprawdzić, co zrobił.
Ale nie będę udawał, że wieczorem marzę o tym, żeby odpalić kolejnego builda.
Czy żeby inwestować w gry, trzeba grać w gry?
Moim zdaniem:
nie.
Mam czasami wrażenie, że część ludzi traktuje bycie graczem trochę jak prawo jazdy uprawniające do inwestowania w gamedev.
Grasz dużo?
Rozumiesz gry.
Nie grasz?
Jak możesz inwestować w tę branżę?
Tylko że to tak nie działa.
Jeszcze niedawno Kimi Antonelli mógł ścigać się w Formule 1, mimo że nie miał zwykłego prawa jazdy 😉
Mój kumpel Kamil w wieku 16 lat też spokojnie jeździł samochodem po wsi.
Można?
Można. 😉
Oczywiście żarty na bok – granie daje ogromną wiedzę.
Gracz natychmiast rozumie pewne mechaniki.
Wie, co jest wygodne.
Wie, co go nudzi.
Ma porównanie do dziesiątek innych tytułów.
Czuje gatunek.
Ja tego doświadczenia nie mam.
Dlatego nigdy nie udaję, że mam.
Od grania mam ludzi znacznie lepszych ode mnie
W FinGames gry testują osoby, które są w tym wybitnie dobre.
I naprawdę mocno opieram się na ich pracy.
Dostaję raporty twarde:
- czy gra działa,
- gdzie są bugi,
- jak wygląda tutorial,
- czy core loop ma sens,
- czy mechaniki się ze sobą spinają,
- gdzie pojawia się frustracja,
- jak wygląda pacing,
- czy gra dowozi obietnicę trailera.
Ale dostaję też rzeczy znacznie trudniejsze do zapisania w Excelu.
Czy gra ma to coś.
Czy po godzinie chcesz zagrać jeszcze jedną.
Czy jest moment, który będziesz pamiętał następnego dnia.
Czy mechanika jest tylko poprawna, czy daje satysfakcję.
Czy świat chce się dalej poznawać.
Czy po zamknięciu gry myślisz:
„Jeszcze tylko raz”.
Tego nie da się policzyć jedną komórką w Excelu.
I dlatego potrzebuję ludzi, którzy to czują.
A jednak graczy rozumiem
To może brzmieć dziwnie.
Sam prawie nie gram, ale wydaje mi się, że całkiem dobrze rozumiem ludzi, którzy grają.
Bo przez ostatnie lata przeczytałem tysiące recenzji.
Analizowałem komentarze.
Patrzyłem, dlaczego jedna gra nagle eksploduje na Steamie, a druga – pozornie bardzo podobna – umiera.
Obserwowałem wishlisty, followersów, sprzedaż, refundy, review score, zainteresowanie influencerów i reakcje społeczności.
Rozmawiałem z twórcami.
Rozmawiałem z graczami.
I przede wszystkim słucham ludzi w FinGames, którzy potrafią spędzić z jedną grą kilkadziesiąt godzin i potem wytłumaczyć mi dlaczego coś działa albo dlaczego nie działa.
Nie muszę więc sam być graczem, żeby rozumieć, że ktoś może:
- czekać trzy lata na sequel,
- pokłócić się w internecie o zmianę jednej mechaniki,
- kupić grę pierwszego dnia za pełną cenę,
- spędzić 500 godzin w jednym świecie,
- albo po 15 minutach stwierdzić, że twórcy kompletnie nie rozumieją własnego gatunku.
Sam tego nie przeżywam.
Ale rozumiem, skąd to się bierze.
I chyba właśnie dlatego FinGames działa.
Nie próbuję być jednocześnie:
inwestorem, graczem, designerem, programistą, producentem, marketerem i testerem.
Bo byłbym przeciętny w większości z tych rzeczy.
Moim zadaniem jest złożyć wszystkie informacje razem.
Ludzi.
Grę.
Rynek.
Liczby.
Budżet.
Ryzyko.
Potencjał.
I na końcu odpowiedzieć na jedno bardzo proste pytanie:
Czy warto w to włożyć pieniądze?
A przy tej decyzji chcę mieć obok siebie ludzi, którzy widzą rzeczy, których ja nie zobaczę.
I fajnie, że ich mam.
Bo bez nich nie byłoby FinGames.
Dziękuję Wam, że jesteście.
