Dlaczego wybrałem branżę gamedev, a nie finansowanie maszyn rolniczych?
Bo taki pomysł naprawdę był.
W FinGames inwestuję środki własne oraz mojego wspólnika, Bogusława Cieślaka – twórcy BPX. Dla mnie Bogusław jest przede wszystkim mentorem i człowiekiem, który mi zaufał. To on dał mi pierwsze 10 mln zł na inwestycje.
Chyba więc nie byłem najgorszym CFO jego firmy. 😉
A tak na poważnie.
Kiedy kończyłem swoją rolę CFO w BPX, wiedziałem już, że chcę spróbować sił na własny rachunek. Wróciłem do Bogusława z pomysłem stworzenia czegoś nowego i jedynego w swoim rodzaju.
Pomysłów mieliśmy naprawdę dużo.
Od finansowania maszyn rolniczych po pożyczki dla studentów najlepszych zagranicznych uczelni.
Ostatecznie wspólnie wybraliśmy gamedev.
I dzisiaj napiszę, dlaczego.
Tak tłumaczyłem naszą decyzję ponad trzy lata temu:
Polski fintech FinGames zamierza przeznaczyć 10 mln EUR na inwestycje w gamedev
Po kilku latach inwestowania patrzę na ten wybór trochę szerzej.
Najłatwiej będzie mi porównać inwestowanie w studio gier do inwestowania w klasyczny startup.
| Inwestując w startup | Inwestując w studio / grę |
|---|---|
| Klient bardzo często wybiera Twój produkt albo produkt konkurencji. Raczej nie będzie płacił za pięć podobnych systemów księgowych czy trzy aplikacje do zarządzania projektami. | Gracz kończy dobrą grę i… szuka następnej. Często bardzo podobnej. W bibliotekach gracze mają dziesiątki albo setki tytułów. Konkurencja nie zawsze oznacza więc grę o sumie zerowej. |
| Żeby skalować sprzedaż, trzeba budować zespół handlowy, kanały dystrybucji, partnerstwa, marketing na kolejnych rynkach itd. | Dystrybucja jest znacznie prostsza. Steam daje praktycznie natychmiastowy dostęp do globalnego rynku. Oczywiście trzeba umieć dotrzeć do graczy, ale nie trzeba od zera budować infrastruktury sprzedażowej w każdym kraju. |
| Bardzo trudno rozwijać produkt tak, żeby obecni klienci chcieli regularnie płacić coraz więcej. | Dobra gra może trafić na kolejne platformy, dostać płatne DLC, edycję specjalną, port na konsole, a następnie sequel. |
| Startup zazwyczaj wymaga ciągłego rozwoju produktu, sprzedaży, customer supportu i utrzymywania całej organizacji. | Dobra gra może generować sprzedaż jeszcze przez wiele lat po premierze, nawet jeśli intensywność dalszych prac znacząco spada. |
| Finansujesz przede wszystkim spółkę i jej dalszy burn rate. | Możesz finansować konkretny projekt. Da się oddzielić budżet gry, harmonogram, milestone’y i późniejsze przychody od całej reszty działalności studia. |
| Przed inwestycją często bardzo trudno ocenić globalny popyt. Masz prezentację, rynek TAM, pierwszych klientów i mnóstwo założeń. | W grach przed premierą też jest gigantyczna niepewność, ale mamy wishlisty, followersów, demo, festiwale Steam, trailer, zainteresowanie influencerów, gry porównawcze i dane dotyczące całych gatunków. Można coś policzyć. |
| Nawet świetny startup może potrzebować lat i kolejnych rund finansowania, zanim inwestor zobaczy realny cash flow. | Gra ma znacznie bardziej konkretny moment weryfikacji. Jest premiera i bardzo szybko dowiadujemy się, czy nasze założenia miały cokolwiek wspólnego z rzeczywistością. |
Oczywiście powyższe porównanie jest uproszczeniem. Nie twierdzę, że inwestowanie w gry jest łatwiejsze.
Nie jest.
Po prostu ryzyko wygląda tutaj inaczej.
Ale były jeszcze cztery rzeczy, które szczególnie zwróciły naszą uwagę.
1. Branża często nie działała na cyfrach, tylko na przekonaniach
Czasami bardzo mocnych przekonaniach.
Trochę takich typu „fugazi”:
YouTube – Fugazi
Pitch potrafił wyglądać mniej więcej tak:
„Ta gra sprzeda 2 miliony kopii”.
Dlaczego?
„Bo będzie bardzo dobra”.
OK.
2. A jednocześnie gry da się częściowo zamknąć w liczbach
I to było dla mnie fascynujące.
Nie wierzę w model, który powie: ta gra sprzeda dokładnie 742 312 kopii.
To byłaby oczywiście bzdura.
Ale wierzę w model, który pozwala powiedzieć: tutaj prawdopodobny downside wygląda tak, tutaj znajduje się rozsądny scenariusz bazowy, a tutaj zaczyna się realna szansa na bardzo duży sukces.
Przez ostatnie lata właśnie taki sposób patrzenia na gry rozwijaliśmy w FinGames.
3. Brakowało profesjonalnego kapitału
Nie widziałem wtedy wielu inwestorów, którzy jednocześnie:
- potrafili zainwestować w kilka projektów po milion złotych każdy,
- rozumieli specyficzne finanse w grach,
- rozumieli, która gra ma szanse, a która to wydmuszka,
- byli gotowi naprawdę wejść w ryzyko produkcji gry.
I pomyślałem:
bardzo dobrze.
Jeżeli wszyscy profesjonalni inwestorzy tłoczą się w jednym miejscu, prawdopodobnie jest już za późno.
4. Rynek był w totalnym dołku
W sumie nadal nie powiedziałbym, że jest szczególnie wesoło.
Ale to też mi się podobało.
Bo w inwestowaniu czasami:
im gorzej wygląda rynek, tym ciekawsze zaczynają pojawiać się okazje.
O tym napiszę oddzielnie, bo to jeden z tematów, który najbardziej zmienił moje myślenie przez ostatnie kilka lat.
Czy po tych kilku latach nadal wybrałbym gamedev zamiast finansowania maszyn rolniczych?
Tak.
Chociaż po niektórych inwestycjach maszyny rolnicze zaczynały wyglądać naprawdę kusząco. 😉
Miłego poranka, popołudnia albo wieczoru!
